Wszystkie recenzje zamieszczone na tym blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na korzystanie z nich bez mojej wiedzy (na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 13 sierpnia 2015

Diana Palmer - Amelia


 

Diana Palmer

Amelia

tł. Bożena Stokłosa

Wydawnictwo Da Cappo 1994
Wyd. 1
Liczba stron: 319

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 8/25 l. - 2015 

Ocena: 7/10



Amelia Howard, to dwudziestoletnia dziewczyna, która na co dzień musi mierzyć się z chorobą ojca i jego wybuchami złości. Bojąc się o własne życie znosi podłe traktowanie, jest ślepo posłuszna i wykonuje rozkazy bez mruknięcia okiem. Jej ojciec planuje wydać ją za mąż za Alana. Jednakże dziewczynie w cale się to małżeństwo nie uśmiecha, gdyż pod pozorem niechęci darzy uczuciem jego starszego brata - Kinga, który ma o dziewczynie najgorsze zdanie i zrobi wszystko by nie dopuścić do aranżowanego małżeństwa. A wszystko to dzieje się na tle Dzikiego Zachodu.

Tytułowa bohaterka zdaje się być życiową ciapą. Grzeczną, dobrze ułożoną, posłuszną. Jednakże pod ta tarczą kryje się ogromny temperament. Temperament, którego nie dostrzega King. Twierdzi, że dziewczyna jest nijaka, płochliwa i nazbyt ułożona, co czyni ja strasznie nudną. Uważa także, że pomysł z małżeństwem jest tylko przykrywką by dorwać się do majątku rodziny. Uważa, że dziewczyna nie zasługuje na to aby być żoną jego młodszego brata. Zrobi wszytko by zapobiec temu niedorzecznemu małżeństwu. Postępuje wobec niej haniebnie co prowadzi do tragedii, która odmienia Amelię, Kinga i ich życie.

Jest to typowy, lekki i przyjemny, romans. Przy czym przedstawia niesamowity wachlarz uczuć, ludzkich zachowań i postrzegania świata. Pokazuje także, że pozory bardzo mogą mylić i niekoniecznie musi być tak jak nam się wydaje na pierwszy rzut oka. Najlepszym tego przykładem jest właśnie King. Same postacie zostały zgrabnie i ciekawie przedstawione. Uroku książce dodaje miejsce i czas akcji. Gorący romans na Dzikim Zachodzie może brzmi może nieco dziwnie, ale jeśli wszystko ma w nim sens, stanowi to interesująca mieszankę. Z czystym sumieniem polecam, wszystkim tym, którzy lubią romanse, Dziki Zachód i dobrze kończące się historie :)

środa, 5 sierpnia 2015

Sierpniowe ekranizacje książek

Zamiast recenzji mam dziś dla Was sierpniowy przegląd kinowych ekranizacji na podstawie książek. Udało mi się znaleźć tylko dwa takie filmy, które być może Was zainteresują :)



reżyseria:
scenariusz:
  • Irena Brignull, 
  • Bob Persichetti
 
gatunek:
  • Animacja/
  • Fantasy/
  • Przygodowy
produkcja:
premiera:7 sierpnia 2015 (Polska), 22 maja 2015 (świat)
Na początek Mały książę. Któż z Was go nie zna? Obstawiam, że każdy o nim słyszał, ale być może nie każdy zapałał do niego sympatią. Ja osobiście uwielbiam jego historię, która mnie wzrusza i pozwala wciąż odkrywać nowe emocje. Mówi się, że nie ocenia się książki po okładce i być może nie powinno się oceniać filmu po zwiastunie, ale mnie całkowicie kupił i zachęcił :) A Was?





reżyseria:
  • Tommy Lee Jones
scenariusz:
  • Tommy Lee Jones, 
  • Kieran Fitzgerald, 
  • Wesley A. Oliver
 
gatunek:
  • Dramat/
  • Western
produkcja:
  • Francja/
  • USA
premiera:7 sierpnia 2015 (Polska), 18 maja 2014 (świat)


Drugą propozycją jest Eskorta. Coś dla fanów westernu. Historia opowiada o nietypowej parze, której celem dostarczenie trzech niepoczytalnych kobiet z Nebraski do Iowa.
Film powstał na podstawie powieści Glendona Swarthout'a pt. The homesan. Zarówno autor jak i jego książka jest mi obca. Sam zwiastun kojarzy mi się ze specyficznym klimatem, ale to wcale nie musi oznaczać nic złego. Dla fanów gatunku może być to ciekawy film.  I choć ja za bardzo w tym gatunku się nie lubuję, to jednak mam ochotę go "zalukać", chociażby ze zwykłej ciekawości. A jakie jest Wasze zdanie? Czy rzuciły Wam się w oczy inne filmy na podstawie książek?  Co moglibyście polecić ? ;)






sobota, 1 sierpnia 2015

Becca Fitzpatrick - recenzja dwóch ostatnich tomów serii "Szeptem"





Becca Fitzpatrick

Cisza

tł. Paweł Łopatka

Wydawnictwo Otwarte 2011
Wyd. 1 
Liczba stron: 400

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 7/25 l. - 2015 

Ocena: 9/10




Cisza to trzecia część serii Beccy Fitzpatrick. Nora jak się okazuje nie jest tylko zwykła nastolatką, ale również potomkinią Nefilów. Początek książki jest tajemniczy, mroczny, wciągający. Dziewczyna budzi się na cmentarzu, w dodatku okazuje się, że nie było jej 3 miesiące i nie pamięta nic, co wydarzyło się sprzed 5 miesięcy. By poznać prawdę musi zaufać sobie, a przede wszystkim swojej intuicji. Ale to nie koniec problemów. Zło nigdy nie śpi i na pewno się szykuje do kolejnej bitwy...

Trzecią część czytałam już dosyć dawno, ale jakoś nie złożyło się by coś o niej naskrobać. Więc piszę to co pamiętam.  Druga część Crescendo okazała się lepsza niż Szeptem.  Natomiast ta, w moim odczuciu, jest dużo lepsza od pozostałych dwóch. 

Coraz wyraźniej rysują się nam postacie, które już poznaliśmy. Jednakże ciągle wypływają nowe fakty, co pozwala uniknąć monotonii. Na wierzch zaczynają wypływać także inne, o których nie słyszeliśmy (jak Scott) bądź słyszeliśmy, ale pozostawali tylko nazwą (Czarna Ręka). Pod tym względem nudzić się nie można. Autorka tak wykreowała te postacie, że są one charakterystyczne i nie pozwalają na obojętność. Jedne się kocha, inne wywołuję złość, a jeszcze inne irytację.

Interesujący jest także wykreowany świat, który rządzi się swoimi określonymi prawami i regułami. Upadli Aniołowie, kontra Nefilowie, a jeszcze do tego wtrącają się Archaniołowie. Ciekawie zostały ujęte relacje między tymi frakcjami. Każda ze stron czegoś chce, każda ze stron kieruje się przemocą i każda ze stron zapomina, że w zasadzie wywodzą się...hmmm jakby to nazwać..."z jednego placu zabaw".

Kolejnym atutem jest narracja. Prosta, zrozumiała, nie wymagająca specjalnego wysiłku intelektualnego, ale również zaskakująca. Mnogość wątków, niespodziewane zwroty akcji powodują, że książkę czyta się szybko, bo nie można się od niej oderwać. O ile dobrze pamiętam, udało mi się przeczytać tę część w jedno popołudnie, więc to o czymś świadczyć musi ;) Na plus, że napięcie i emocje, o których wspominałam, nie ucinają się gdzieś w połowie książki, ale są obecne i odczuwalne do końca.



Becca Fitzpatrick

Finale

tł. Maria Borzobohata-Sawicka

Wydawnictwo Otwarte 2012
Wyd. 1 
Liczba stron: 416

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 25 l. - 2015 

Ocena: 4/10







Ah więc doszliśmy do tego momentu, kiedy to nasza główna bohaterka wie, że bezgranicznie kocha Upadłego Anioła, mimo iż okazuje się, że są dla siebie wrogami. Oboje jednak szukają rozwiązania jak wybrnąć z tej sytuacji. Nora złożyła przysięgę swemu prawdziwemu i znienawidzonemu ojcu. Aby uniknąć konsekwencji musi stanąć na czele armii Nefilów i poprowadzić ją przeciwko Upadłym. Sprawa komplikuje się, gdyż wraz z Pachem obiecali Archaniołom zapobiec tej walce. Jednakże dla nich nic nie jest czarne i białe, choć role zostały przydzielone, oboje stają do walki o własną przyszłość w tych niesprzyjających czasach, w którym czają się zdrajcy.



Ahhh cóż ja mogę powiedzieć. Miało być coraz lepiej, finał miał być ekscytujący, a tu... klapa i nie miłe rozczarowanie.  Jak to jest, że jeden tom z całej serii może tak rozczarować i zaprzepaścić miłe wspomnienia po pozostałych? Zachodzę w głowę i nijak nie potrafię znaleźć innej odpowiedzi jak to, że autorka usiadła na przysłowiowych laurach, albo już nie bardzo wiedziała jak to dalej pociągnąć by nadal było interesująco. 



Nefilowie chcieli stanąć do walki o własną niezależność, cóż nikt nie lubi być pod czyjąś władzą, zwłaszcza Upadłych Aniołów, które oczywiście władzę nad nimi chcieli zachować. Do tego Archaniołowie, którzy chcieli zapobiec rzezi, ale tak naprawdę mieli swój ukryty cel. Brzmi fajnie, interesująco, bo kto wygra? Jak się okazuje? Zwyczajnie, bez fajerwerków i jakichkolwiek mocniejszych wrażeń. 


Postacie zachowują się tak, jak by błądzili we mgle, co jest zupełnie nie podobne do tego jak zostali przedstawieni wcześniej. Co się stało z Norą i Pachem? Gdzie ich urok? Nora stała się niezwykle irytująca, naiwna, praktycznie w tej części odebrałam ją jako chodzącą ciapę. Już nie wspomnę o bezsensownych domysłach mijających się z prawdą i o chorobliwej zazdrości. Pach, taka wspaniała, intrygująca, przyciągająca, mroczna postać i co?  Mamy ciapę nr 2. Miłość im chyba nie służy.... Jedyną interesująca postacią pozostawał Scott...dopóki autorka nie zrobiła tego, co zrobiła.  O ile w pozostałych częściach matka Nory mnie nie interesowała, to w tej nie dało się z nią wytrzymać... Irytująco nadopiekuńcza i głupio naiwna. Nawet nie będę się nad tym dłużej rozwodzić...

Okej teraz z innej beczki, jestem w stanie zrozumieć, że Marcie była Nefilką (co było logiczne), ale nie jestem w stanie zrozumieć tego, że jest nią także najlepsza przyjaciółka - Vee. Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że jest ona kimś więcej jak tylko człowiekiem. Sama Nora nawet nie wyczuła, że jest inna, a przecież posiada zdolność odróżniania, namierzania, wyczuwania czy jak to nazwać. Wątek wydaje mi się naciągany, jak i jego wyjaśnienie. Być może autorka chciała wywołać element zaskoczenia? Nie wiem, w moim przypadku była to reakcja w stylu "ona też" z głębokim westchnieniem niedowierzania w niezbyt pozytywnym znaczeniu.


Co mnie jeszcze wkurzyło? Cóż uśmiercenie jednego z bohaterów, którego szczerze polubiłam, i która była jeszcze sensowna w tej części. Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że autorka w ten sposób chciała wywołać emocje, bo być może zdawała sobie sprawę, że ta część jest daleka od ideału. Moim zdaniem uśmiercenie było to niepotrzebne, a jeśli już mogło być bardziej dramatyczne. W moim odczuciu potraktowała tę postać po macoszemu, bez żadnych emocji. Ot co walczy i umiera...



No dobra, a co z nutką potencjalnego zdrajcy i tajemnicy? Cóż był on do przewidzenia, choć łudziłam się, że będzie to szok - zarówno dla Nory jak i czytelników. Dużo bardziej interesujące by było, gdyby zdrajcą był ktoś, kogo nie brało się pod uwagę. No cóż....bywa i tak. 



A co do samego zakończenia...Ehhhh....z czym Wam się kojarzy taki zabieg jak "3 lata później"? Bo mnie zdecydowanie z książkami  romansowo-obyczajowymi. Do powieści paranormalnych moim zdaniem to zupełnie nie pasuje, zwłaszcza jeśli chodzi o tę kwestię, którą zaproponowała autorka. Może zrozumiałabym bym to jeszcze, gdyby bezpośrednio dotyczyło to Norry i Pacha, którzy przygotowują się nie wiem do kolejnej walki...bo przecież zło nie śpi...ale w tej sytuacji to było dla mnie dziwne, przesłodzone, wy-lukrowane, sztuczne i równie dobrze tego epilogu mogło by nie być... Może moje odczucia względem Finale nie byłyby, aż tak negatywne... Ot co, przykład jak schrzanić całkiem przyzwoita serię (chyba, że jestem już za stara by coś takiego przełknąć). 



Do tej pory polecałam tę serię, ale po tej części już nie mam takiego zamiaru. Najlepiej jeśli zapoznacie się z różnymi recenzjami, opiniami i podejmiecie decyzję tak jak Wam serducho podpowiada.




środa, 22 lipca 2015

Mingmei Yip - Pieśń Jedwabnego Szlaku



Mingmei Yip

Pieśń Jedwabnego Szlaku
(Song of the Silk Road)

tł. Hanna Kulczycka-Rymuza

Świat Książki 2012
Wyd. 1 
Liczba stron: 464

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 6/25 l. - 2015 

Ocena: 5/10



Taka sytuacja: jesteście początkującymi pisarzami, pracujecie w restauracji, a Wasz status pieniężny jest dość mocno ograniczony. Pewnego dnia otrzymujecie wiadomość, że jakaś nieznana ciotka zapisała Wam całkiem pokaźną sumkę. Jest jednak pewien haczyk. By zdobyć wymarzone 3 mln $ musicie wyruszyć w podróż po Chinach wzdłuż Jedwabnego Szlaku i wykonać zadania wg wyznaczonych wskazówek. Czy odważylibyście? Czy chęć zdobycia pieniędzy była by większa niż Wasza duma i bezpieczeństwo? 

Przed takim wyborem stanęła główna bohaterka, Lily Lin, Chinka mieszkająca w Nowym Yorku. Ma 28 lat, skończyła studia, usiłuje napisać książkę, a w między czasie pracuje jako kelnerka. Dodatkowym "uatrakcyjnieniem" jej monotonnego życia jest romans z żonatym mężczyzną i profesorem Chrisem. Nic więc dziwnego, że choć mimo obaw, to jednak decyduje się na te nieco dziką i niebezpieczną przygodę. 

W każdym z wyznaczonych miejsc ma wykonać pewne zadania. Jedne są dziwne, inne niebezpieczne, a niektóre nawet perwersyjne. Choć z początku trudno zrozumieć dlaczego niejaka ciotka Mindy je zleciła, to przy końcu książki nabierają logicznego sensu. Dla Lily jest to nie tylko podróż podsycana adrenaliną, niebezpieczeństwem, pokonywaniem własnych barier. Jest to również podróż, w której następuje zderzenie kultur, zwyczajów, wierzeń oraz chińskich mądrości. Podróż podczas, której spotyka rożnych ludzi i ich historie. Podróż dzięki, której poznaje także samą siebie. Podróż, w której poznaje znaczenie miłości i oddania. Szczególny udział ma w tym 21 letni Alex, który staje się jej kochankiem.

No dobra, ale żeby nie było kolorowo, muszę trochę po-marudzić. Gdybym miała określić czym ta powieść jest, powiedziałabym, że jest książką romansowo-przygodową z orientem w tle. Brzmi całkiem nieźle, prawda? 

Cóż mogę powiedzieć, Lily to kobieta, która zdaje sobie sprawę ze swojej seksualności, którą przyciąga mężczyzn. Chris, jej profesor, mąż innej kobiety, zdaje się jej dawać poczucie bezpieczeństwa i pewnego rodzaju stabilności, choć od razu wiadomo, że nie zostawi rodziny dla niej. Później poznaje młodego Alexa, który ją interesuje, ale podświadomie nie chce się angażować w bliższą znajomość z nim. Raz, że jest Chris, a dwa nie mogła sobie wyobrazić związku z młodszym mężczyzną. Mimo początkowej asertywności, w końcu ulega młodemu kochankowi, który o nią dba, troszczy się i jest szalenie zakochany. Przez to na pierwszy plan powieści wysuwa się romans i trochę nazbyt dużo sexu (chociaż do Grey'a mu daleko :P). Mimo wszystko w pewnym momencie staje się to nudne i monotonne. 

Druga sprawa, która mnie nieco rozczarowała, to opisy zadań i podróży. Nie poczułam jakiejś szczególnej ekscytacji nimi. Może dlatego, że odniosłam wrażenie, że następował do nich zbyt długi wstęp (które zazwyczaj wypełniał akt miłośny), a gdy wreszcie zaczęło się coś dziać, zadania przemijały z prędkością światła. Zabrakło mi w tym wszystkim emocji, nutki tajemnicy, niebezpieczeństwa. Szły gładko jak z płatka, nic nie stawało na przeszkodzie. Wiem, że to nie Indiana Jones, ale chociaż jedna, dwie sceny budzące zgrozę byłyby miłym atutem i urozmaiceniem. W końcu to miał być to szlak pełen niebezpieczeństw (skorpion i ruchome piaski się nie liczą). Przez odnoszę wrażenie, że powieść nie została do końca dopracowana i straciła moim zdaniem duży potencjał na coś niesamowitego. Jedyne wątki związane z podróżą, które mi się naprawdę spodobały to te związane z zielarzem Lop Norem i jasnowidzem Mistrzem Sięgającym Nieba Żurawiem.

Jeśli chodzi o same postacie, to także nie wzbudziły we mnie cieplejszych uczuć. Chris-cwaniaczek, Lily zagubiona w swoich uczuciach i zachowania oraz Alex młody student, który uparcie twierdzi, że wie czego chce. Niby realnie, bo przecież można spotkać takich ludzi wśród nas, a przedstawieni jakoś tak płasko, bez wyrazu.

Podsumowując: pomysł na tę książkę bardzo ciekawy, dlatego też ubolewam, że potencjał na tę historię gdzieś się ulotnił i otrzymaliśmy, przynajmniej w moim odczuciu, niedopracowaną opowiastkę. Brakuje mi w niej dużej dawki emocji, przygody z prawdziwego zdarzenia, ale muszę przyznać, że samo zakończenie książki i wyjaśnienie sprawy mnie zaskoczyło, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.

Tę książkę polecam i nie polecam. Polecam, bo czyta się ją łatwo, szybko, bez żadnych trudności. Styl autorki jest letni, prosty, nawet trochę wciągający. Ot taka książka na leniwe popołudnie czy podróż pociągiem. Być może miłośnicy orientu odnajdą w niej coś więcej niż widzę ja. Natomiast, nie polecam z przyczyn wymienionych powyżej, jeżeli ktoś szuka niezapomnianej przygody, intrygi, niebezpieczeństw, to się po prostu, zwyczajnie zawiedzie tak jak ja. Powieść nie jest zła, ale nie jest też szczególnie dobra.










wtorek, 21 lipca 2015

Becca Fitzpatrick - Crescendo



Becca Fitzpatric

Crescendo

tł. Agnieszka Fulińska

Wydawnictwo Otwarte 2011
Wyd. 1 
Liczba stron: 400

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 5/25 l. - 2015 

Ocena: 8/10



Crescendo stanowi kontynuację powieści Becki Fitzpatric pt. Szeptem. Po ostatnich wydarzeniach wiele rzeczy dla Nory stało się wreszcie zrozumiałe. Jej ukochany, Patch, to prawdziwy Anioł Stróż. Sobie nawzajem zawdzięczają drugie życie. On uratował ją przed niechybną śmiercią, ona ocaliła przed czeluściami piekieł. Ich losy zostały ze sobą złączone, są sobie przeznaczeni. Jednakże nie wszystko wydaje się być tak różowe jak powinno. Chłopak w jakiś sposób jest zamieszany w śmierć jej ojca, a Norze po raz kolejny grozi niebezpieczeństwo.

Będzie krótko i mam nadzieję, że na temat. Niniejszą sagę czyta się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością. Szczerze powiedziawszy, w moim odczuciu, druga część wypadła znacznie lepiej niż pierwsza. Emocje towarzyszą od samego początku do końca. Tajemnica, niepewność, strach, ale także złość i uczucie zniewalającej miłości, sprawiają, że nie można przejść obojętnie obok tych dziwnych zdarzeń. Czyta się to jednym tchem. 

Jeżeli chodzi o postacie to,  są dużo lepiej i ciekawiej prowadzone. jedne bywają irytujące (jak np. Vee), drugie wkurzające (Marcie Millar). Nasi główni bohaterowie ewaluowali. Są bardziej plastyczni, lepiej zostały ukazane ich cechy. Nora jest odważna, dociekliwa nawet jeśli najgorsza prawda może okazać się okrutna. Patch mimo, iż nadal tajemniczy, jest opiekuńczy i skłonny do poświęceń byle uchronić ukochaną przed niebezpieczeństwem.

Crescendo wzbudzało u mnie smutek, śmiech i to co lubię najbardziej czyli element zaskoczenia. Ta część utwierdziła mnie w przekonaniu, że czasami warto sięgnąć po kolejne mimo, iż pierwsza nie zachwyciła jakoś specjalnie. Dlatego tą część oceniam na 2 punkty wyżej niż pierwszą. Jeśli macie opory by sięgnąć po kolejna, pokonajcie je bo warto. Polecam!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Becca Fitzpatrick - Szeptem




Becca Fitzpatric

Szeptem
(Hush, Hush)

tł. Paweł Łopatka

Wydawnictwo Otwarte 2014
Wyd. 3Liczba stron: 336

Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 4/25 l. - 2015 

Ocena: 6/10



Teraz coś, co jest bliższe mojemu gustowi czytelniczemu. Ale tym razem nie będzie zbyt długo.
Szeptem to dosłownie opowieść o miłości nie z tego świata. Oczywiście główną rolę grają tu nastolatkowie. Na początku poznajemy tajemniczego i zabójczo przystojnego chłopaka o dość oryginalny imieniu - Patch oraz Norę, typową nastolatkę, która mimo początkowej niechęci ulega jego czarowi. Wtedy zaczynają się dziać rzeczy, które trudno racjonalnie wytłumaczyć. Z czasem okazuje się, że dziewczyna została wplątana w wojnę, która trwa już od bardzo dawna. Wojnę, w której uczestnikami są Upadli i Nieśmiertelni.

Powiedzmy sobie szczerze: jest to typowa książka dla młodzieży. Trochę nadprzyrodzonych istot, trochę (a nawet więcej niż trochę) romansu. Wątek miłosny zaczyna się od niechęci dziewczyny względem tego nazbyt pewnego siebie typka, wokół którego rozciąga się mroczna otoczka. Ale nie oszukujmy się. Prędzej czy później te cechy, które Nora uważa za odrażające, zaczną ją przyciągać.  I staje się tak faktycznie. Uroczo arogancki, pewny siebie, rzucający teksty co subtelnym podtekście erotycznym jest typem faceta koło, którego ciężko jest przejść obojętnie. Brzmi niemożliwie, a jednak. Wszystkie podchody, młodzieńcze zaloty mają swój finał. Wielka miłość. Taki typowy standard. 

Jeżeli chodzi o tępo akcji, to jest ono bardzo szybkie. Jakby człowiek chciał się zanudzić to się nie da. Uczucie między tym dwojgiem wydawać się może nieco plastikowe, ale da się to przeżyć. Dodatkowym atutem jest sprawnie poprowadzona intryga, która powiem szczerze mnie zaskoczyła. Do samego końca nie było wiadome, kto gra w jakie karty.

Muszę także przyznać, że książka została napisana sprawnym, przyzwoitym językiem, na plus, że nie ma co drugie zdanie wulgaryzmów (chyba nie ma nawet ich wcale - w każdym bądź razie mnie nie rzuciły się w oczy). Same postacie nie są jakoś szczególne źle poprowadzone, ani mdłe, ale można odnieść wrażenie, że zostały  one poniekąd wystylizowane a'la"Zmierzch". Ogólnie książka jest sympatyczna, szybko się czyta, mnie zajęło jedno popołudnie, jednakże czegoś mi w tej całej historii zabrakło. Tego magicznego czegoś. 
W moich oczach i odczuciach książka nie jest genialna, ale nie jest też jakoś szczególnie zła. Z czystym sumieniem mogę tę książkę, te serie polecić wszystkim tym, którzy chcą przeczytać coś lekkiego, niewymagającego, ale za to przyjemnego w odbiorze. Ot taka historyjka na "odmóżdżenie".

Paullina Simons - Ogród letni



Paullina Simons

Ogród letni 
(The Summer Garden)

tł. Katarzyna Malita

Świat książki 2014
I wydanie polskie 2007
Liczba stron: 816
Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam lat w danym roku - 3/25 l. - 2015 Ocena: 8/10





To już trzecia część niezwykłej trylogii o Tatianie i Aleksandrze. Odwaga Tatiany doprowadziła do tego, że cała rodzina była w komplecie. Cała trójka postanowiła pozostać w Ameryce. Od chwili gdy się poznali minęło sześć lat (jest rok 1946). Zdawać by się mogło, że nic nie stoi na drodze do ich szczęścia. Mają wspaniałego syna Anthony'ego. Oboje darzą go miłością, Aleksander próbuje nawiązać z nim relacje. Jednakże między niemi nie dzieje się najlepiej. Nie mogli żyć bez siebie, a teraz okazuje się, że życie razem wcale nie okazało się łatwiejsze. Usiłują znaleźć swoje miejsce na ziemi, ciągle podróżując mieszkalnym samochodem. Jednakże gdzie nie pojadają dosięgają ich demony przyszłości. Sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, gdy  w Waszyngtonie zaczynają zadawać pytania o radzieckiego oficera.

Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której dwoje ludzi zostało połączonych namiętna miłością w okresie okrutnej wojny, która na zawsze odcisnęła na nich piętno. On, który każdego dnia walczył o życie, myślał tylko o niej. Ona wierzyła, że gdzieś on jest i czeka by go uratować. Oboje zostali naznaczeni w inny sposób. Ona samotnie wychowywała syna i nie traciła nadziei, że ojciec jej syna żyje, a ona nie wiele może zrobić. On zadręczał się myślami czy są bezpieczni, czy ułożyli sobie życie, czy poznała innego mężczyznę. Te wątpliwości zdają się w nim tkwić, nawet gdy są razem. Nie potrafi pogodzić się z tym, że oboje są innymi ludźmi. Wzajemne nieme pretensje, zdają się ich zamęczać. ich dorastający syn utrudnia polepszenie relacji, bowiem mieszkając w mieszkalnym samochodzie nie maja możliwości na chwile intymności i spokoju. Często próby rozmowy kończą się ostrą kłótnia, przepraszaniem przez łzy i godzeniem w łóżku, które nie jest takie jak dawniej. Czytając tę historię, przychodzą takie myśli, że nie jest to normalne, że tkwią w chorym związku. Czasami ma się  ochotę wskoczyć do ich świata i nimi mocno potrząsnąć.

Ogród letni naładowany jest emocjami o wysokiej sile rażenia. Nie brak też psychologicznych analiz. Wydawać by się mogło, że się wyniszczają nawzajem i nic nie jest w stanie uratować ich związku. Jednakże w tej historii miłość okazuje się silniejsza, niż wszystkie inne przeciwności losu. Wreszcie, gdy ich życie zaczyna się stabilizować, przychodzi kolejny problem...ich dorosły, pierworodny syn wstąpił do wojska by wziąć udział w wojnie w Wietnamie. Dla rodziców, którzy znają piętno wojny, znają ten koszmar jest to nie do zaakceptowania...Po raz kolejny muszą się zmierzyć ze strachem, przeznaczeniem i nadzieją. Jak skończy się ta historia? O tym musicie przekonać się sami, ja i tak już byt wiele zdradziłam :) 

Trzecia część oczywiście jak najbardziej polecam. Myślałam, ze ta seria będzie miała tendencję spadkową, ale okazało się, że Paullina Simons potrafi zaskoczyć. Po mniej udanym drugim tomie, trzeci jest tak samo dobry jak pierwszy, a może nawet lepszy? Przekonajcie się sami.


Na zakończenie dodam, że w skład serii wchodzą jeszcze dwie książki: Dzieci wolności i Bellagrand . Nie są to jednak powieści ściśle związane z losami Tatiany i Aleksandra.  Obie książki, to historia rodziców Aleksandra. Osobiście nie zamierzam po nie sięgać.  Gradką dla fanów Jeźdźca miedzianego, może okazać się książka pt., Przepisy Tatiany. Mnie nie jeden raz ciekła ślinka na to co pichciła Aleksandrowi ;)