Wszystkie recenzje zamieszczone na tym blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na korzystanie z nich bez mojej wiedzy (na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

wtorek, 30 sierpnia 2016

Penny Blubaugh - Mrok kwiatów

              
Penny Blubaugh
Mrok Kwiatów

Tł. Joanna Lipińska
Amber 2011
wyd. 1
Liczba stron: 255

Wyzwania:
8/52 - 2016 r.

Ocena: 2/10   


Jak ta książka znalazła się w moim zbiorze?
Najpierw zobaczyłam okładkę. Piękna, przykuwająca uwagę, intrygująca, tajemnicza a nawet ciut złowroga. Potem przeczytałam opis na tylnej okładce. Okazało się, że to coś jak najbardziej dla mnie. I na końcu cena 9.45 zł. Kto by się nie skusił? Ano ktoś, kto wcześniej nie zapoznał się z opiniami o książce.

Czego się spodziewałam?
Wspaniałej przygody. Tajemniczych istot, fantastycznej magicznej krainy, grupy postaci, które mnie zachwycą.

Co dostałam?
Najchętniej napisałabym, że gówno, tylko zapakowane w sreberko od czekolady, aby ładnie pachniało. Jeszcze chyba o żadnej książce nie powiedziałam, czegoś podobnego, cóż zawsze musi być ten pierwszy raz! Co mnie zatem  rozczarowało? Korci by napisać, że wszystko, ale po kolei.
  1. Styl autorki. Nie jest to powieść (nie wiem czy tak powinnam określać tę książkę)wysokich lotów. Język jest prosty, niewymagający, bardziej może dla młodszego czytelnika, choć czytałam nie jedną powieść dla młodzieży, gdzie styl autora/autorki był wprost fenomenalny i zaskakujący. Tutaj tego nie ma. Czułam się wręcz jak idiotka. Z każdą stroną coraz bardziej zniesmaczona, zmęczona i znudzona. Mimo 255 stron męczyłam się okrutnie. Tego typu książki powinno się pochłaniać w dzień, a nawet w pół dnia, mnie zajęło to niemalże 3 tygodnie… Bez dalszego komentarza.
  2. Nie wykorzystany potencjał. Chyba nie ma nic gorszego, gdy autor/ka mają dobry pomysł, ale kompletnie nie umieją go wyeksponować, albo wydaje im się, że popełnili atrakcyjne dzieło. Co myśli autorka o swojej książce – nie wiem i nie będę tego oceniać. Fakt jest taki, że bardzo spodobał mi się opis książki (to, że odbiega nieco od treści to już inna para kaloszy).  Grupa ludzi i elfów, która tworzy grupę scenicznych banitów, wystawiający sztukę przeciwko polityce, ustrojowi w zasadzie wszystkiemu z czym się nie zgadzają może niebyła by tak atrakcyjna, gdyby nie magia. Nie jakieś tam sztuczki mające na celu oszukać oko widza, ale prawdziwa magia i prawdziwe postacie magiczne z Krainy Magii. To tworzyło intrygującą mieszankę. Z pozoru. Nawet nazwa tej krainy niczym nie zaskakuje. Może był taki zamysł, bez udziwnień, po prostu prosty? Lubię prostotę w książkach, ale bez przesady… Przyczepię się jeszcze do charakteru tej Krainy Magii – miała być taka straszna, okrutna, niebezpieczna dla śmiertelników, a okazało się, że w cale nie jest tak źle.
  3. Czas akcji. Naprawdę do tej pory nie wiem, jaki to konkretnie okres w dziejach ludzkości.
  4. Postacie. Czasami kiepskiej książce skórę ratują jej bohaterowie. Jednak nie w tym przypadku. Dialogi między nimi wydawały mi się strasznie sztuczne. Zero emocji. To, że Łucja co chwilę wpadała w stan rozpaczy, nie oddawał charakteru sytuacji. Wręcz przeciwnie, za każdym razem gdy czytałam, że Łucja zaraz się popłacze, miałam ochotę wyrzucić książkę przez balkon (mieszkam na czwartym piętrze, wiec na pewno bym po nią nie pobiegła).Nicholas i Persja=miłość? W którym momencie? Nie kupuję tego ich uczucia. I już nawet dalej się nie rozpisuję.


Podsumowując, gdybym wcześniej znała opinie o tej książce nie kupiłabym jej nawet za niecałe 10 zł. Poza ładną okładką, książka ta absolutnie nie wnosi niczego nowego. Jedyne co mi pozostaje to szybko przeczytać coś fajnego, aby jak najszybciej zapomnieć o tym koszmarku. NIE POLECAM!

piątek, 26 sierpnia 2016

Kiedy życzenia się spełniają - Adena Halpern "29"

Adena Halpern
29

Tł. Anna Zielińska
Świat Książki 2015
wyd. 1
Liczba stron: 301 [3]

Wyzwania:
7/52 - 2016 r.

Ocena: 8/10    




Kiedy przeczytałam opis tej książki bardzo chciałam ją przeczytać. Główna bohaterka - Ellie Jerome jest 75 letnią kobietą. Być może to nie zachęca do lektury, ale zawsze jest jakieś „ale”, bowiem starsza pani ma w sobie może nie tyle dziecko, co figlarność kobiety w kwiecie wieku.  Jej pragnieniem jest znów mieć piękne i młode ciało. W swoje urodziny wypowiada takie życzenie i ku jej zaskoczeniu się ono spełniło. W tym momencie zaczyna się dzień pełen zabawnych sytuacji, nowych wrażeń i odkryć, a przede wszystkim zrozumieniu, że nie warto niczego żałować.

"Bierzcie od życia wszystko, czego chcecie. A jeżeli w efekcie coś was rozczaruje, nie postrzegajcie tego jako porażki. Potraktujcie to jako nauczkę i żyjcie dalej."

Trochę czasu mi zajęło zanim postanowiłam coś naskrobać na temat tej książki. Jedno jest pewne, tę powieść trzeba przeczytać. Choć fabuła jest przewidywalna, nie ma w niej zwrotów akcji, które powodują efekt „łaaał”, to jest to historia w pewien sposób magiczna. Ktoś mógłby się przyczepić i powiedzieć, że książka ta jest prosta jak konstrukcja cepa, ale w tym moim zdaniem tkwi cały szkopuł. Adena Halpern nadała tej powieści lekkość, która sprawia, że czyta się ją naprawdę łatwo, szybko, przyjemnie ale również z poczuciem, że nie jest to od tak zwykła kolejna opowiastka nic nie wnosząca. Jeżeli ktoś zacznie czytać te książkę odkryje, że książka ta przedstawia nam życiowe prawdy. A wszystko to za sprawą głównej bohaterki jest nie tylko ciepłą osobą, ale również mającą w sobie dużo dystansu. Adena Halpern świetnie wykreowała jej postać. Po prostu nie da się jej nie polubić.


Jest to książka, przy której można się pośmiać, wzruszyć, a także zastanowić. Nie trzeba stać na progu 30 czy kończyć 75 lat, aby sięgnąć po tę powieść. Jest dla każdego, bo każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Wiem jedno po tej lekturze inaczej spojrzałam na życie i to w pozytywnym znaczeniu. Wiec jeśli zobaczycie tę książkę, a nie mieliście okazji jej czytać, koniecznie po nią sięgnijcie ;)

wtorek, 16 sierpnia 2016

LBA od Zuzanny K.

Ostatnio spotkała mnie miła niespodzianka, w postaci LBA. Za nominację dziękuję Zuzannie K. z blogu Ogród Książek. Pytania sa bardzo kreatywne, więc z przyjemnością na nie odpowiem :) Z góry przepraszam, że się tak rozpisałam ;)


1. Co chętniej przeczytasz: ostro krytykowaną książkę Twojego ulubionego autora czy wychwalaną pod niebiosa z gatunku, za którym nie przepadasz?

Odkąd pamiętam zawsze idę pod prąd, w każdej dziedzinie życia. Z książkami mam tak samo. Jeżeli widzę nachalnie promowana książkę, i „cud, miód, malina” opinie o niej, to tym bardziej nie mam ochoty na taką pozycję. Wobec tego zdecydowanie wolę przeczytać, swojego ulubionego autora mimo niepochlebnych opinii. Wiem czego mogę się po nim spodziewać i mam porównanie odnośnie do poprzednich dzieł. To co innym się nie podoba, mnie urzeka.

2. Gdybyś mógł/mogła założyć własne wydawnictwo, co byś publikował(a) i dlaczego akurat to?

Oj ciężko by mi było się zdecydować na jeden gatunek. Zresztą obecnie trudno o powieść, która nie mieszałaby się z innym (może poza paroma przykładami), co czasami wychodzi na plus, a czasami na minus. Uwielbiam fantastykę, nie pogardzę literaturą grozy, czy też dobrą powieścią romansowo-obyczajową. Prawdopodobne jest więc, że publikowałabym te trzy gatunki. Dlaczego? To proste: któryś z tych gatunków na pewno by znalazł swoich odbiorców to po pierwsze, każdy z nich jest inny, poszczególne tytuły wyróżniały by się nie tylko fabułą, ale przede wszystkim szata graficzną, co przykuwałoby uwagę to po drugie, a po trzecie po co się ograniczać? ;)

3. Harry Potter zostawił Ci w testamencie Kamień Wskrzeszenia. Którą książkową postać przywrócisz do życia i dlaczego?

Zdecydowanie Pan Kadam z „Klątwy Tygrysa”. Przesympatyczna postać, posiadająca wielką mądrość nie tylko naukową, ale także życiową.

4. Co bardziej do Ciebie przemawia: wygodny przepastny fotel + ciepły kocyk + aromatyczna kawa + ewentualnie jakiś zwierz (w dowolnej konfiguracji, np. kawa z kotem, kot z kawą, kot w kawie) czy może spacer jakąś zapomnianą ścieżką + ciepły letni deszcz + pachnące bzy?

Obie wersje kuszące i dające poczucie relaksu i komfortu. Zatem wybieram opcję pierwszą w okresie jesienno-zimowym, natomiast wiosną rozwiązanie numer 2. Po co wybierać, skoro można mieć obie te rzeczy, tylko w różnym czasie? ;)

5. Jaki książkowy zwierz najbardziej nadawałby się do pilnowania podwórka?
Za dnia tygrys, a nocą książę ;)

6. Zaglądasz do starej szafy swojej babci, a tam... księga zaklęć. I to nie byle jaka, tylko takie wielkie, opasłe tomisko. Co robisz?
Zwołuję sabat czarownic, rozpalam ognisko i robimy użytek z księgi (tylko w dobrych celach)

7. Pozostając w temacie zaklęć: ktoś mocno Ci podpadł - w co go zamienisz (lub jaki urok na niego rzucisz)?

Cóż, nastąpi tu mały konflikt interesów odnośnie do punktu 6. Ale tylko głupiec nie zmienia zdania, prawda? Jeżeli ktoś mocno mi podpadł, to nie ma zmiłuj. Rzuciłabym na tą osobą urok, który myślę byłby niezłą nauczką. Każda przykrość, każdy zły uczynek popełniony przeciwko innej osobie (nie tylko mnie), wracałaby do tej osoby podwójnie. Czułaby smutek, uczucie upokarzania, ból tej osoby, której by dokuczała. Wydaje mi się to sprawiedliwe...a nawet bardzo.

8. Dlaczego pokrywy od studzienek kanalizacyjnych są okrągłe?
Żeby bazyliszek mógł swobodniej podróżować.

9.  Kim mógłbyś/mogłabyś być w poprzednim wcieleniu?
Hmmm…. Jeśli chodzi o wcielenie zwierzęce to zapewne kotem i dlatego teraz tak bardzo je ubóstwiam. Natomiast jeśli chodzi o wcielenie ludzkie, to mogłabym być aktorką np. Audrey Hepburn, czemu nie...

10.  Jak wyglądałby Twój wymarzony kącik do czytania?

Marzy mi się, szeroki parapet, tak szeroki by zmieściły się wygodne, mięciusie poduchy, mój kot i polarowy koc. Do tego woal lub delikatne zasłony, które tworzyłyby coś al'a baldachim. Widok na morze lub góry byłby idealnym dodatkiem.

11. Czy zdarza Ci się głośno komentować książkę w trakcie czytania lub wykrzykiwać coś (do samego siebie), w stylu "w mordę jeża, co ty wyprawiasz"?!

Standardowo. Gorzej, gdy ma to miejscu w miejscu publicznym, ludzie się wtedy dziwnie patrzą :P

Hmm kogo by tu jeszcze nominować? Już wiem:

A to pytania dla Was:
1. Jakie dwie różne książki połączył/a byś w jedną powieść? Dlaczego?
2. NASA wybrało Cię do tajnego programu kosmicznego nowo odkrytej planety. Możesz zabrać ze sobą notes, długopis i tylko jedną książkę. Jaką? Czy pokusisz się o napisanie kontynuacji, a może napiszesz coś swojego?
3. Wygrywasz równy milion. Podatek od wygranej będzie Ci darowany, ale pod warunkiem, że nie kupisz ani jednej książki. Co robisz z tą kwotą?
4. Zgubiłeś/aś się w lesie w obcym kraju. Jakie magiczne stworzenie napotykasz i jak przebiega spotkanie?
5. Dostałeś/aś w prezencie pierścień, który na zawsze (bez możliwości powrotu) może przenieść Cię do Twojej ulubionej, książkowej krainy. Co robisz? 
6. Twój ulubiony autor proponuje Ci napisanie wspólnej książki. Kim jest ten autor i o czym byście napisali powieść?
7. Masz do wyboru: zmarznąć z książką w dłoniach, lub ogrzać się ja spalając. Jaką podejmujesz decyzję?
8. Najdziwniejsze miejsce, w którym czytałeś/aś książkę to...?
9. Jak zaczęła się Twoja miłość do książek?
10. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w prowadzeniu bloga?
11. Które z tych pytań jest najmniej ciekawe?



wtorek, 31 maja 2016

Charlotte Link - Drugie dziecko


Charlotte Link
Drugie dziecko

Tł. Dariusz Guzik

Sonia Draga 2011
wyd. 1
Liczba stron: 520

Wyzwania:
6/52 - 2016 r.
Ocena: 7/10



Kiedyś już pisałam, że rzadko sięgam po literaturę z gatunku kryminał, sensacja czy thriller. Jednakże nasłuchałam się tyle dobrego o Ch. Link, że postanowiłam sięgnąć po jej dzieła. Wybórł padł na "Drugie dziecko".

O czym jest ta książka? Najogólniej rzecz ujmując: o morderstwach, ale było by to zbyt duże uproszczenie. Akcja powieści toczy się małym, nadmorskim miasteczku w Anglii. Pewnego dnia zostaje odnalezione ciało młodej dziewczyny. Niewątpliwym jest, że została zamordowana w bestialski sposób. Kilka miesięcy później, nieopodal samotnej farmy zostaje odnalezione kolejne ciało. Tym razem starszej kobiety. W przypadku obu zbrodnia policja rozkłada ręce, gdyż nie mają żądnego punktu zaczepienia, czy też niezbitych dowodów. Jednakże ambitna pani detektyw Valerie Almond zrobi wszystko by odnaleźć sprawcę, za wszelką cenę. Czy jej się to uda? Czy obie zbrodnie coś łączy? Kto jest mordercą? Czy list starej kobiety będzie wskazówką do rozwiązania sprawy?

Muszę przyznać, że trochę zajęło mi przeczytanie tej książki, nie dlatego, że była nudna, po prostu moja wena do czytania przychodziła do mnie ratalnie. Jednakże, gdy już ostatecznie wzięłam się za lekturę, nie mogłam sie od niej oderwać. Ch. Link potrafi zbudować klimat, uknuć intrygę trzymając w napięciu i niepewności. W mojej głowie kłębi się kilka myśli i w zasadzie trudno mi podjąć decyzję od czego zacząć. 

Powieść została skonstruowana tak, że czasy współczesne przeplatały się, ze wspomnieniami zabitej starszej kobiety - Fiony. Tutaj łączą się losy zarówno jej, jak i jej przyjaciela, który wraz z córką mieszka na farmie, gdzie nieopodal znaleziono ciało kobiety. Oboje znają się od czasów II wojny światowej i oboje przez całe swoje życie skrywali pewną tajemnicę, która rzuca cień na ich reputację. Czytelnik ma okazję te historię poznawać powoli, z listów pisanych przez Fionę do starego przyjaciela. Taka przeplatanka, nie powiem może irytować i intrygować jednocześnie. Czy owe listy zdobyte po kryjomu są wskazówką do rozwiązania tej zbrodni? Kto znał ich historię i dlaczego miałby zabić starszą panią?Jak to ma się do morderstwa młodej dziewczyny? Na te pytania Wam nie odpowiem, bo nie byłoby elementu zaskoczenia.

W trakcie czytania książki miałam swoje typy potencjalnego mordercy. Jednakże, jak się później okazało były błędne. Niektórzy czytelnicy w swoich opiniach zaznaczali, że podejrzewali od samego początku pewną osobę i w sumie przewidzieli bieg wydarzeń. Mnie autorka zaskoczyła, co uważam za duży plus, chociaż z drugiej strony jest to dopiero mój drugi kryminał w życiu, więc możliwe, że nie mam wyrobionych schematów przewidywania w tego typu książkach., co w sumie mnie cieszy bo mam większą frajdę z czytania ;) Wracając do wątku, zostałam zmylona, bo absolutnie byłam przekonana o winie pewnej osoby, a okazało się zupełnie inaczej. Myślę, że to zasługa dobrze poprowadzonych postaci. Aczkolwiek były sytuacje, w których zachowanie bohaterów mnie irytowało. Szczególnie kreacje kobiet, które zostały przedstawione jako słabe, płaczliwe kobitki. W pewnym momencie miałam dość tych szlochów. Mężczyźni też mieli swoje wady. 

Przyczepię się także trochę do zakończenia, które traktuje jako mało dopracowane. Czułam, że czegoś brakuje. Sprawa morderstwa starszej kobiety, owszem zostało rozwiązanie. Jednakże cały czas nurtowało mnie, co z tym pierwszym morderstwem. Niby znalazł się podejrzany, ale nie było na niego żadnych mocnych dowodów. Zakończenie sprawy morderstwa tej młodej dziewczyny, w pewnym momencie zostało zepchnięte na drugi plan, aż w końcu zapomniane. Po przeczytaniu książki pojawiło się moje pytanie: po co w ogóle to pierwsze morderstwo było? Żeby zmylić czytelnika? By pokazać, że nie wszystko da się rozwiązać (czyżby zbrodnia doskonała istniała)? Moim zdaniem wątek niedopracowany.

Ogólnie polecam te powieść, bo mimo wszystko czytało się ją przyjemnie.
Moja ocena 7/10.



poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Mitch Albom - Zaklinacz czasu


Mitch Albom 
Zaklinacz czasu

Tł. Nina Dzierżąwska

Znak 2014
wyd. 1
Liczba stron: 284

Wyzwania:
5/52 - 2016 r.
Ocena: 9/10


Czas, wynalazek ludzi, który zamiast ułatwić życie, wszystko pokomplikował. Ile razu zdarzyło się nam powiedzieć lub usłyszeć: „Nie mam czasu”, „Potrzebuję więcej czasu” „Jak ten czas ucieka”, „Która godzina”?  Każdy z nas to zna. Nieświadomie staliśmy się niewolnikami czasu. Nawet nie potrafimy się do tego przyznać, bo „szkoda na to czasu”. To sprowadza się do jednego: nie potrafimy się w pełni cieszyć życiem. Wszystko ograniczamy do sekund, minut, godzin. Wszystko musi mieć swój czas i miejsce. Nawet czytanie książek ma swoją godzinę, wtedy, gdy znajdzie się wolne 5 minut by przeczytać chociaż stronę, gdy autobus stoi w korku lekturą zabijamy czas.

O tym właśnie jest książka Zaklinacz czasu, Mitcha Alboma. Powieść ta jest dla mnie bajką może nawet baśnią, która mówi Nam o czymś ważnym. Za to uwielbiam tego autora. O rzeczach oczywistych, czasami trudnych potrafi napisać przepięknie, metaforycznie, niemalże bajkowo. 

W tej opowieści poznajemy troje ludzi. Człowieka imieniem Dor, który po prostu chciał wiedzieć, chciał policzyć czas. Zapłacił za to ogromną cenę, a może zyskał cenną lekcję? Ojciec Czas ma okazję zrozumieć to do czego zmierzał oraz ma wskazać drogę tym, którzy pogubili się w jednostkach czasu. Tu wkracza nastoletnia Sarah, która czasu ma aż nadto i jedynie pragnie by czas płynął szybciej do spotkania z ukochanym. Ale czy on jest tego wart? Jest jeszcze Victor, które najlepsze lata swojego życia ma już za sobą, a przed nim już nie wiele dni zostało. Za wszelką cenę pragnie zatrzymać czas, zatrzymać się w czasie i obudzić w nowej epoce. Czy jego dążenia są słuszne? Co łączy tych troje obcych sobie ludzi? Czy odnajdą to czego pragną?

Naprawdę z całego serca Wam polecam tę książkę. Jest nie tylko piękna, ale przede wszystkim mądra w swej prostocie. Pokazuje nam uniwersalną prawdę, o której na co dzień nie myślimy. Ale możecie być pewni, że powieść ta skłoni Was do refleksji, być może do głębszych przemyśleń na temat własnego życia, celu do którego chcemy dążyć. Mitch Albom znowu przeniósł mnie do świata, który mówi mi: zatrzymaj się, zastanów się, dostrzeż piękno w otaczającym cię życiu. Po raz kolejny chwycił mnie za serce i duszę. Mam nadzieję, że z Wami zrobi to samo! POLECAM bardzo mocno.

„Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba.” – s. 103.
„Kiedy ich powieki się zamknęły, otwarła się inna para oczu i unieśli się z ziemi jako jedna dusza, coraz wyżej, słońce i księżyc na jednym niebie.” – s. 275.

środa, 20 kwietnia 2016

Helen Brown - Kleo i ja: Jak szalona kotka ocaliła rodzinę


Helen Brown 
Kleo i ja: Jak szalona kotka ocaliła rodzinę
Tł. Maciejka Mazan
Nasza Księgarnia 2012
wyd. 1
Liczba stron: 329, [7]
Wyzwania:
4/52 - 2016 r.
Ocena: 8/10





Przyjęło się, że to pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jednakże każdy, kto przeczyta tę książkę być może uzna, że kot również może nim być. Z własnego doświadczenia (tak, tak jestem kociara :D) mogę jedynie to potwierdzić. Owszem koty są wredne, potrafią zaleźć za skórę, często rozrabiają i mają swoje fochy, ale potrafią także okazać uczucie, oddanie, przyjaźń, tylko, że na ich własnych warunkach i wtedy, gdy im na to pozwolimy, a nie będziemy wymagać. Koty to indywidualiści, którzy będą robić co chcą wtedy, kiedy będą miały na to ochotę.

Książka, którą Wam dziś chcę zaprezentować po części jest właśnie o takim kociaku. Helen Brown nigdy nie byłą kociarą, nie czuła też potrzeby by w domu mieć kota. Jednak za namową synów, zgodziła się przygarnąć kociaka jako prezent urodzinowy dla starszego syna Sama. Los jednak potrafi być okrutny i chłopiec ginie pod kołami samochodu. Rodzina jest w rozsypce, relacje z jej mężem już wcześniej nie układały się najlepiej, teraz już tylko było wiadome w jakim kierunku się to potoczy. Helen bardzo przeżyła śmierć Sama i nie mogła się pogodzić z taką niesprawiedliwością. Cierpi również jej młodszy syn, który był świadkiem  śmierci brata. Ich życie pogrążyło się w ciemności. Do czasu… do czasu, aż pod drzwiami stanęła kobieta z obiecanym kociakiem dla Sama. Kobieta z początku nie była zachwycona tym pomysłem, kot przypominał jej tylko o tym co straciła. Jednak gdy zobaczyła, że młodszy syn Rob, po raz pierwszy od śmierci brata się uśmiecha, postanowiła zatrzymać kociaka i nadała imię Kleo. Koteczka była czarna i nie było chwili, której by nie wypełniała sama sobą.

Kleo stała się się przyjaciółką, bacznym obserwatorem, duchowym przewodnikiem, ale przede wszystkim cennym członkiem rodziny przez ponad 23 lata. Ta włochata czarna kuleczka, wyrwała rodzinę z rozpaczy i trwała przy nich w najtrudniejszych momentach życia.  Jeżeli chcecie wiedzieć w jaki sposób to zrobiła, to musicie sami przeczytać i się przekonać, bo ja już Wam nic więcej nie zdradzę!

Jest to naprawdę, mimo tragedii, piękna, ciepła rodzinna opowieść, która nie tylko Was wzruszy, ale także rozbawi. Jest tylko pewne niebezpieczeństwo przed którym muszę Was ostrzec… po tej lekturze możecie zechcieć przygarnąć kociaka… ;)  Co może wcale nie byłoby takie złe, jak kot raz wparuje w nasze życie czterema łapami, to już tak zostanie ;)

niedziela, 17 kwietnia 2016

Santa Montefiore - Spotkamy się pod drzewem ombu

                                      

 Santa Montefiore
Spotkamy się pod drzewem ombu

Tł. Anna Dobrzańska-Gadowska

Świat Książki 2002
wyd. 1
Liczba stron: 559, [1]

Wyzwania:
3/52 - 2016 r. 
Ocena: 8/10



Dawno mnie nie było, za co przepraszam Was i samą siebie. Kiepsko mi idzie dotrzymywanie słowa o regularnych wpisach i odwiedzinach innych blogerów. Serio, jak Wy to robicie, że macie czas i przede wszystkim siłę na czytanie i pisanie recenzji, mając jednocześnie inne obowiązki jak szkoła czy praca? Może ktoś ma jakąś dobrą radę jak wszystko pogodzić? Bo mnie jakoś ciężko wypracować jakiś system… Za wszelkie rady będę ogromnie wdzięczna :)

A wracając do meritum postu. Spotkajmy się pod drzewem ombu przeczytałam w lutym, wobec czego nabrałam dystansu do tej pozycji, ale przyznam się także, ze pewne aspekty po tak długim czasie mogły mi ulecieć gdzieś w przestrzeń.
O czym i czym ta książka jest?

Według wydawcy jest to saga rodzinna, osadzona w realiach współczesnej Argentyny. Główną bohaterką jest niepokorna Sofia Solans. Dorasta ona na ranczu położonym na argentyńskiej pampie. Jest trochę rozpieszczona, trochę bardzo uparta i nad wyraz dumną młodą osóbką. Mimo tego jest kochana przez wszystkich, a w zasadzie prawie wszystkich. Jedyną osobą, która nie darzy jej szczerym, bezwarunkowym uczuciem jest jej własna matka. Na domiar tego dziewczyna orientuje się, że darzy zakazanym uczuciem swojego kuzyna, co komplikuje jej życie jeszcze bardziej. Czy młodym uda się być razem? Co stanie się, gdy ich tajemnica wyjdzie na jaw? Jak potoczą się losy Sofii?

Spotkajmy się pod drzewem ombu jest jedną z tych książek, która może zachwycić lub nie. Akcja książki rozpoczyna się mniej więcej w połowie XX wieku w Argentynie, gdzie miały miejsce istotne zmiany polityczne dla tamtejszego społeczeństwa. Jest to też czas, kiedy o pewnych rzeczach głośno się nie mówiło, a już na pewno niektóre rzeczy dla dziewcząt były niedostępne lub trudne do osiągnięcia.  Sofii nie było łatwo dorastać w takim klimacie i otoczeniu. Była jedyną córką Solanów. Była otoczona braćmi, których matka wydawała się czcić. Sofia była upartą dorastająca dziewczyną, w pewien sposób sprytną, ale także w pewnym sensie zagubioną. To jak traktowała ją matka stało się rutyną i być może to zahartowało jej charakter.  Marzeniem Sofii było, to aby móc grać i być członkiem drużyny polo, co dla tamtejszych elit było niedopuszczalne.

Matka Sofii nie potrafiła zrozumieć, dlaczego dziewczyna nie może zachowywać się jak przystało na damę. Ich relacje były trudne, co wynikało głownie z tego, że kobieta nigdy nie poczuła się w Argentynie jak u siebie w domu. Miała męża, pozycję, pieniądze ale nigdy nie poczuła, że jest częścią tego kraju. Zazdrościła córce, że z chwilą gdy się urodziła na argentyńskiej ziemi, wchłonęła w ten klimat i z cała pewnością była na swoim miejscu. Sofia uciekała przed chłodem matki do kuzynostwa, z którym łączyła ją głęboka więź. Santi był jej bliższy niż jej rodzeni bracia, a Marie była najlepszą przyjaciółką. Z czasem jednak okazało się, że uczucia Sofii do Santiago są czymś więcej niż tylko rodzinna relacja. Co więcej uczucie to nie było jednostronne.

Zakazana miłość, spotkana w ukryciu nie mogły skończyć się dobrze. Z cała pewnością nie mogło dojść do akceptacji rodziców by taki związek mógłby w ogóle istnieć. W skutek pewnych zdarzeń, Sofia zostaje zmuszona do opuszczenia kraju. Samotna, boleśnie doświadczona dziewczyna czuje się porzucona nie tylko przez rodziców, ale także przez ukochanego, dla którego najwidoczniej nie znaczyła tak wiele jak sądziła. To spowodowało, że nie powróciła do swojego kraju przez 20 lat. Na obczyźnie z czasem ułożyła sobie życie. Wydawać by się mogło, że szczenięca miłość do kuzyna faktycznie przeminęła. Wtedy dostaje list, że jej najlepszą przyjaciółkę dotknęło nieszczęście i prosi Sofie o przyjazd do domu. Sofii nie jest zbyt chętna, ani pewna tego czy na pewno chce tam wrócić.

Powrót do Argentyny stał się, już dla dojrzałej kobiety, konfrontacją z przeszłością, która jak się okazała nie do końca została zatarta. Wyszły na jaw sekrety skrywane przez 20 lat, które odmieniły życia dosłownie wszystkich. Ofiarami, tych nieczystych zagrywek, stali się właśnie Santi i Sofii, którzy mimo upływu lat wciąż darzą się gorącym i namiętnym uczuciem, lecz nic z tym nie mogą zrobić. Muszą się pogodzić z losem jaki ich spotkał, z przeznaczeniem i czasem, który już minął.

Jest to książka wielowątkowa, wielowymiarowa i z cała pewnością jeszcze do niej wrócę. Nie jest to tylko zwyczajny romans. To coś znacznie więcej. Urzekła mnie Dziewicza Argentyna, świetnie wykreowane, choć czasem irytujące postacie jak np. Sofii, ale to wszystko ma sens. To są puzzle, które idealnie do siebie pasują. Jest to nie wątpliwie powieść o różnych kolorach miłości, która pokazuję, że ta prawdziwa nigdy nie mija. Potrafi dostarczyć zarówno wspaniałych uniesień jak i smutku oraz bólu. W powieści zostało to opisane naprawdę na wysokim poziomie.

Mam nadzieję, że nie zdradziłam zbyt wiele, bo myślę, że warto sięgnąć po tę książkę. Z czystym sumieniem polecam.